Cześć!

Jestem Zuza. Od ponad 13 lat mieszkam w Szwecji, do której wyjechałam z miłości do chłopaka – a obecnie męża 🙂 Moje początki w Szwecji nie były łatwe… ale o tym innym razem. Na tym blogu chcę się skupić na ważnym momencie w moim życiu: przeprowadzce do domu! Do tej pory mieszkaliśmy w mieszkaniach w różnych miejscach. W 2015 roku kupiliśmy nasze pierwsze własne 60m2 w Sztokholmie. Ale po dwóch latach wyprowadziliśmy się do mieszkania większego – 116m2, godzinkę od stolicy 🙂 Teraz, po 9 pięknych latach, przyszedł czas na kolejny etap. Szczerze mówiąc, nie planowałam kupna domu. Mój mąż (który podobnie jak ja wychował się w domu jednorodzinnym z dużym ogrodem) twierdził, że powinnismy kupić dom ze względu na naszą 7-letnią córkę. Przekonywał mnie, że będzie nam wygodniej, a jej weselej w domu jednorodzinnym. Więc od dłuższego czasu (mam tu na myśli naprawdę dłuższego, bo około 2-3 lata), drogi mąż przeglądał stronę z nieruchomościami w poszukiwaniu miejsca idealnego. Mieliśmy dosyć specyficzne wymagania co do lokalizacji, dlatego przyszło nam czekać dosyć długo na to, by na stronie pojawił się dom w tym miejscu, w którym chcielibyśmy mieszkać. W Szwecji istniała tylko jedna główna aplikacja/strona z nieruchomościami, z której korzysta większość ludzi chcących sprzedać-kupic dom/mieszkanie/ziemię itp. Teraz wiem, ze rośnie w siłę kolejna taka strona, co jest dobre, bo monopol tej pierwszej windował ceny za publikacje ogłoszeń niebotycznie. Koniec końców gdy zobaczyliśmy dom na sprzedaż w idealnej dla nas okolicy poszliśmy go obejrzeć jeszcze przed oficjalnym pokazywaniem. Tu małe wyjaśnienie, jak to działa w Szwecji. Otóż większość nieruchomości sprzedaje się przez agenta. Agent przysyła fotografa do zrobienia zdjęć, ustala plan kiedy wstawić taką nieruchomość na stronę i kiedy będą oficjalne “pokazy” mieszkania dla zainteresowanych. Jeśli po takim “pokazie” jest więcej niż jeden zainteresowany wtedy zaczyna się licytacja. My chcieliśmy uniknąć licytacji z racji tego, że cena wyjściowa domu była dosyć wysoka. Na szczęście mieszkająca tam rodzina (poprzez agentkę oczywiście) zgodziła się nam pokazać dom wcześniej. Już następnego dnia złożyliśmy ofertę – która została zaakceptowana 🙂 Bardzo przyczynił się do tego fakt, że rynek sprzedaży w Szwecji jest aktualnie dosyć trudny (słyszę jednak, że to nie tylko w Szwecji). Ale tak oto w październiku podpisaliśmy umowę i wpłaciliśmy wymagane 10%. Klucze do domu odbierzemy na początku marca w bierze maklerskim. Tam tez w obecności banku podpiszemy wszystkie wymagane dokumenty i przelejemy pozostałe 90% ceny. Tak długie terminy pomiędzy podpisaniem umowy, a faktycznym przejęciem domu są w Szwecji normalne. Daje to czas na ewentualne sprzedanie swojej dotychczasowej nieruchomosci (tak jak to zrobiliśmy), na przygotowanie domu/mieszkania pod nowych właścicieli, a nam na przemyślenie i zdecydowanie co chcielibyśmy zmienić/odświeżyć/wyremontować zanim się wprowadzimy. A zmienić chcielibyśmy sporo, bo szwedzki styl nie zawsze jest w moim guście. I o tym chce tutaj pisać. Dokumentować moje pomysły, decyzje i faktyczny efekt końcowy. Domy w Szwecji bardzo różnią się od domów w Polsce. Nie tylko wyglądem ale rozwiązaniami i przede wszystkim cenami, jakie trzeba zapłacić za wykonanie lub wdrożenie pewnych pomysłów. Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz zostać i towarzyszyć mi w tej podróży przez polsko-szwedzkie urządzanie domu 🙂

Leave a comment